Dawne Zawiercie w fotografiach i opowiadaniach

Stefan Stefański

Miasto w letargu [1937]

Strona główna » Opowiadania » Miasto w letargu [1937]

O Zawierciu słyszy się często, że jest miastem zamierającym, a opinię tę przypieczętował ostatnio przewodniczący Centralnej Komisji Oszczędnościowo-Oddłużeniowej, dr M. Jaroszyński, który wymienił je jako miasto o deficytowej strukturze. W ten sposób zawierciańska czy zawiercka bieda doczekała się swego patentu. Tym milej było mi usłyszeć w rozmowie z pierwszym starostą zawierciańskim, a obecnie prezydentem miasta, p. Cz. Kowalskim, że sytuacja nie kwalifikuje Zawiercia na łono Abrahama i stąd mój rozpęd ku zrehabilitowaniu miasta, które mimo młodego wieku tak wiele przeżyło, że niejeden stary gród mógłby od podobnych przeżyć posiwieć.

Nie ubliżyło godności Zawiercia, jeżeli że do 1915 roku należało administracyjnie do gminy Kromołów, gdzie w ocembrowanej oprawie wytryska źródło Warty, że bezpośrednią władzą Zawiercia wtedy, gdy liczyło już około 40 000 mieszkańców, był wójt kromołowski, który tu często zachodził, by spojrzeć ku licznym kominom fabrycznym i zauważać, z którego lepiej się kurzy. Los Zawiercia był zawsze gordyjskim węzłem związany z fabryką tekstylną tejże nazwy, która w 1872 roku pierwszą siłę napędową czerpała z wody, czym należy tłumaczyć legendę o młynie, w którym mełła się dola i niedola zawierciańska.

Tuż przed wojną więcej niż połowa mieszkańców bezpośrednio czy pośrednio żyła z Towarzystwa Akcyjnego „Zawiercie”, które w roku 1913 zatrudniało 5700 robotników. Nieczynne w czasie okupacji niemieckiej, wznowiło swą działalność po wojnie, ściągając do miasta tysiące robotników, którzy podczas zastoju wojennego przeważnie opuścili Zawiercie i wrócili na wieś. Najlepszą koniunkturę miało miasto w 1924 roku, gdy „Zawiercie” zatrudniało 6800 robotników, najgorszą w latach 1931-1932, gdy po raz drugi stanęło. I znów nieznaczna nastąpiła poprawa, gdy „Zawiercie” ruszyło i obecnie zatrudnia około 1000 robotników. Ta zależność miasta od chimerycznych losów jednej fabryki stworzyła upiorną hipnozę ciągłej podróży w nieznane, a samorząd uwikłała w niesłychane kłopoty, gdy zwalniani masowo robotnicy przechodzą pod jego opiekę. Koniunkturę miasta można w tej perspektywie ująć w zestawieniu cyfr określających ilość bezrobotnych, wysokość dochodów zwyczajnych samorządu oraz subwencji i pożyczek, którymi samorząd miejski operował, by zatrudnić bezrobotnych.

Rok Bezrobotnych Dochodów Subwencji zwyczajnych
i pożyczek
1929 1853 1260000 121426
1930 2838 1300000 1152549
1931 8639 1300000 589849
1932 7547 1050000 517753
1933 4931 570000 657561
1934 5238 430000 1460581
1935 5012 480000 1329569
1936 3851 390000 1025000

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W roku obecnym nasilenie bezrobocia, oczywiście w ramach statystyki oficjalnej, wynosi 1538, dochody zwyczajne w budżecie miejskim preliminowano w kwocie 402 tys. zł, a na zatrudnienie bezrobotnych uzyskano na razie 700 tys. zł. Wpatrzywszy się w powyższe cyfry widzi się, że kryzys Zawiercia osiągnął swoje maksimum w 1931 roku i właśnie w tym roku samorząd wycisnął z miasta maksimum dochodów, a dwa razy mniej niż w roku poprzednim uzyskał z zewnętrznej subwencji i pożyczek na zatrudnienie bezrobotnych.

Rok 1933 był dla samorządu m. Zawiercia bodaj najcięższy, gdy dochody miasta spadły do połowy, a większa pomoc z zewnątrz nie przyszła. Dopiero od 1934 roku do wyczerpanego już zupełnie organizmu samorządowego wpłynęły większe subwencje. W tym okresie praca samorządu miejskiego była podobna do akcji ratunkowej miejskiej straży pożarnej, która wzywa na pomoc sąsiadów, a nie wiedząc, kiedy ta pomoc i w jakiej sile nadejdzie, pracuje z największym wysiłkiem tylko na najgroźniejszym odcinku pożaru, dopóki jej siły nie wyczerpią się.

Ratunek dla Zawiercia w okresie najcięższego kryzysu bezrobocia, pod którego obuchem 75% miasta głodowało, nie był w tych warunkach nawet częściowo wystarczający ani planowy. W miarę, jak samorząd wyrywał na ten cel pieniądze czy to z ministerstwa robót publicznych, czy z B.G.K. lub innych instytucji kredytowych, wymyślał różne zajęcia, zmuszony najczęściej prowadzić takie roboty, które zatrudniałyby największą ilość bezrobotnych przy minimalnych wydatkach na materiały.

Dopiero w ostatnich latach pomoc Funduszu Pracy wprowadziła w te akcje więcej planu i celowości gospodarczej. W takich okolicznościach mógł się zdarzyć taki paradoks, że dopiero w czasie największej klęski i nędzy Zawiercie urządziło sobie najpiękniejszy w Zagłębiu park miejski, pobudowało chodniki i ulice, uruchomiło miejski zakład elektryczny i wodociągowy, rzeźnie miejskie, miejskie domy czynszowe, piękny gmach dla gimnazjum państwowego, urządziło przytułek dla starców i schronisko dla sierot, zasadziło kilkanaście tysięcy drzew, upiększyło się plantacjami itp. A  jednak wszystkie te inwestycje tylko dorywczo i częściowo rozwiązywały  kwestię bezrobocia i niewiele się przyczyniły  do gospodarczej poprawy miasta. W tym roku z dotacji Funduszu Pracy i zasiłków rządowych miasto zatrudnia 752 bezrobotnych przy budowie linii kolejowej Zawiercie – Tarnowskie Góry i 416 zawiercian, a na wschód do Brześcia i Słonimia wyjechało na roboty 411 bezrobotnych. Ponieważ miejscowe zakłady zatrudniają obecnie ponad 3000 robotników, o 500 więcej niż w ub. roku, biorąc zatem w rachubę rodziny utrzymujące się z pracy w urzędach, handlu i rzemiośle, można się doliczyć, że obecnie w letnim sezonie już tylko 20% do 25% mieszkańców Zawiercia stanowi bierną w jego bilansie gospodarczym pozycję. Sam samorząd dopłynął już kresu wyczerpania. Mimo deficytu, który został dopuszczony w bieżącym roku w kwocie 140 tys. zł., nie można już było więcej ograniczać wydatków zwyczajnych poniżej 574 tys. zł. Jest rzeczą znamienną, że w kwocie powyższej mieści się aż 40% wydatków na opiekę społeczną i zdrowie publiczne, a odsetek ten może najlepiej określa skalę żywotności, względnie bierności biologicznej miasta.

Za mało w Zawierciu żywotnej substancji, by miasto mogło się rozwijać. Wystarczy jej natomiast do wegetacji w… letargu. Radykalnym środkiem dla uzdrowienia Zawiercia byłoby przesiedlenie się stąd części ludności, i w tym sensie nie brak prób. Zresztą sama ludność wyczerpując swą nieoczekiwaną cierpliwość w oczekiwaniu na lepszą koniunkturę, stosuje ten środek. W roku 1932 Zawiercie liczyło 32532 mieszkańców, w dnu 1 stycznia br. 31590. Organizm w letargu podobno się kurczy.

Tadeusz Opioła

Reportaż „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” z  31.07.1937 r.

Tekst wyszukał i przygotował Jerzy A. Maciążek. Poprawiono pisownię według obecnych reguł.
 

|   Do góry   |   Strona główna   |

Centrum Inicjatyw Lokalnychwww.cil.org.pl

Newsletter

ALPANET - Polskie Systemy Internetowe