Dawne Zawiercie w fotografiach i opowiadaniach

Stefan Stefański

Czerwone Zawiercie sto lat temu - początki zawierciańskiego PPS

Strona główna » Opowiadania » Czerwone Zawiercie sto lat temu - początki zawierciańskiego PPS

Jeżeliby szło o zaszczyt pierwszeństwa co do początków ruchu robotniczego [w Zagłębiu Dąbrowskim], to należy on się dzielnicy Zawiercie. Ruch socjalistyczny wśród robotników rozpoczął się tu już w 1889 r.

Ruch ten zapoczątkowali trzej praktykanci, później majstrowie fabryki T.A.Z. – Rakowski Wacław, Brzostowicz Czesław i Hemel. Pierwsze kółko organizacyjne stanowili: Aleksander Masłoński, Jan Ciszewski, W. Baumert, Franciszek Raab i nauczyciel Ewaryst Skrzyński. Praca agitacyjna polegała głównie na rozpowszechnianiu broszur i zaznajamianiu robotników z zasadami socjalizmu.

Broszury rozpowszechniano i wśród okolicznych wsi, co głównie robili Masłoński i Baumert.
W roku 1890 Rakowski, Brzostowicz i Hemel założyli Związek, mający na celu pomoc podczas strajku. Próba jednak nie udała się i wkrótce wszyscy trzej z Zawiercia wyjechali, ale do organizacji weszli nowi: Szymański, dozorca kotłowni, ślusarz Łukasik, zamordowany w 1907 r. 2 maja przez endeków, Wróblewski, Kopczyński, ślusarze, Peter Bolesław, Welcel Stanisław i wielu innych. Ponieważ po wyjeździe Rakowskiego, Brzostowicza i Hemela nastąpiła przerwa w dostarczaniu dla Zawiercia broszur, a chętnych do czytania było bardzo wielu, przeto postanowiono założyć własną drukarnię, w której miano przedrukowywać posiadane broszury.

Tow. A. Masłoński tak opisuje tę imprezę w książce pt. „Z pola walki”: „Przy fabryce było kilkadziesiąt kanałów sklepionych dość obszernych. Część tych kanałów miałem pod swoją kontrolą i z łatwością mogłem nie dopuszczać tam nikogo. Postanowiliśmy drukarnię umieścić w tych kanałach. Jeden z okolicznych nauczycieli miał napisać broszurę, zrobić korektę i w ogóle być literatem przy drukarni. Robotnik, tow. Baumert jeździł do Warszawy w celu wydostania czcionek... Czcionek jednak nie dostaliśmy i ta fantastyczna drukarnia nie wyszła ze sfery projektów. Demoralizacji podówczas nie było, działaliśmy prawie jawnie”.

Rozruchy głodowe w Zawierciu w 1891 roku


W tej samej książce opisuje Masłoński przebieg rozruchów głodowych w Zawierciu na skutek drożyzny chleba, spowodowanej nieurodzajem w Rosji. Rozbito wtedy kilka piekarń, a znaleziony chleb sprzedawano po 8 gr. za funt (piekarze żądali 12 groszy) i pieniądze wręczano piekarzom. Głównego sprawcę tych rozruchów, piekarza Szczecińskiego, który nawet strzelił do tłumu oblegającego piekarnię, wyratowali od zlinczowania Masłoński, inż. Kosakowski i urzędnik fabryczny Iwanowski. Dzięki temu nie było sprawy sądowej i wielu robotników uniknęło więzienia, chociaż na trzeci dzień zjechali kozacy, których prowokowali chłopcy, wciągając w zasadzkę, gdzie już przedtem mieli rozciągnięty sznur, przez który walili się kozacy na ziemię jak kloce, ku wielkiej uciesze chłopaków. Kozacki oficer zaś miewał na ulicach Zawiercia, do otaczającego tłumu robotników, „wykłady ekonomii politycznej”, dowodząc, iż kupcy nie są winni, że żądają drogo za towary, ponieważ muszą płacić wysokie podatki i patenty.

W roku 1892, po wybuchu strajku majowego w Łodzi, robotnicy Zawiercia wysłali Masłońskiego do Łodzi, aby zbadał na miejscu, o co toczy się walka i jakie są jej rozmiary. Po powrocie Masłoński zdał relację, że aczkolwiek w pierwszych dniach ruch robotniczy w Łodzi miał cechy rewolucyjne i klasowe, to jednak skutkiem prowokacji władz przerodził się w rozruchy antysemickie i łobuzerskie – i radził strajku nie ogłaszać. Tak też zrobiono.
Wkrótce musiał Masłoński wyjechać z Zawiercia. Przez pewien czas pracował w Markach pod Warszawą, gdzie zorganizował strajk, opisany przez niego w pierwszym numerze „Robotnika”. /.../

Po wyjeździe Masłońskiego pozostali towarzysze zawierciańscy pracowali dalej energicznie i ich to dziełem był w latach następnych cały szereg strajków i wystąpień rewolucyjnych na terenie Zawiercia. Pierwszy zbiorowy i silny atak do twierdzy kapitału został dokonany przez robotników Zawiercia w roku 1894; 8 marca w Tow. Akcyjnym wybuchł pierwszy wielki strajk. Pracowało wtedy w tej fabryce 5000 robotników. Zarobki wynosiły od 45 do 55 kopiejek za dniówkę. Ósmego, jak zwykle, nastąpiła wypłata tygodniowa, ale wypłacono nie od sztuki, lecz od arszyna (dawna miara rosyjska), co obniżyło zarobek tygodniowy tkacza o 40 do 50 kop. Jednocześnie robotnicy dowiedzieli się, że urzędnicy biurowi otrzymają 10 000 rubli gratyfikacji. To przepełniło czarę goryczy robotników.

Pierwsi opuścili pracę tkacze ze starej tkalni, za tym przykładem poszła blichownia i inne oddziały, na drugi dzień pracowała już mała garstka, a na trzeci dzień w fabryce już było cicho.

Natychmiast puszczono w ruch całą maszynerię administracyjno-policyjną, wyrażającą się w namowach ze strony administracji, naczelnika powiatu, inspekcji fabrycznej, wreszcie w groźbach w rozklejonych ogłoszeniach gubernatora Millera, który zjechał do Zawiercia. Pomimo to robotnicy trzymali się dzielnie. Spokój i porządek zachowywali wzorowy.

W siódmym dniu strajku przybył z Warszawy członek zarządu głównego i ogłosił publicznie, że fabryka daje robotnikom 30 tysięcy rubli zapomogi jednorazowo (co na każdego wypadało od 5 do 7 rubli, a więc równało się płacy dwutygodniowej), zapłaci za dni strajku, ofiaruje 10 tys. rb. na kościół, oraz obiecuje zająć się rozpatrzeniem położenia robotników w niektórych oddziałach. Wobec tego robotnicy powrócili do pracy, a tymczasem zarząd fabryki ani myślał o dotrzymaniu obietnicy. Toteż 12 kwietnia zjawiły się na parkanach Zawiercia nieliczne kartki pisane tej treści:
„Bracia robotnicy, jutro rzucamy robotę, aby upomnieć się o swe prawa”.

I nazajutrz nie było w fabryce ani jednego robotnika. Tym razem zarząd fabryki i władze rozwinęły olbrzymie represje.

Przybył gubernator Miller i oświadczył, że dopóki strajk trwa, on na żadne ustępstwa nie pozwoli i dziesięciu robotników, którzy z nim rozmawiali i nie zgadzali się z jego argumentami, kazał natychmiast aresztować.

Zarząd rozlepił ogłoszenie, że będzie wydalał z mieszkań fabrycznych. Sprowadzono policję i dragonów z Częstochowy. Aresztowano masowo.

Robotników, zagranicznych poddanych, wydalono z kraju po wymierzeniu im chłosty, przy czym odstawiono ich w kajdanach do granicy pruskiej. Miejscowych wywożono do gmin, kilkunastu odstawiono do więzienia w Piotrkowie. Domy oddawano na pastwę żołdactwa, uciekających bito kolbami karabinów, nahajami i prowadzono do aresztu. Na kryjących się po lasach urządzano obławy, a schwytanych katowano w straszliwy sposób. W areszcie strażnicy ustanawiali sąd doraźny.

Takie barbarzyństwa trwały w ciągu dwóch tygodni, lecz to nie skutkowało. Robotnicy nie dali się sterroryzować i złamać. Aż dopiero gdy sprowadzono łamistrajków z Wolbromia, Miechowa i dalszych okolic, strajk został złamany. Unoszący się z komina fabrycznego dym rozstrzygnął sprawę. Oczywiście nie wszystkich przyjęto z powrotem, a paruset wysiedlono i wysłano z Zawiercia.

W jakiś czas po strajku zaczęto podwyższać płacę we wszystkich oddziałach od 3 do 5 kop. na dniówkę.

Takimi ofiarami zdobywał robotnik większy kęs chleba czarnego. /.../

„Drugie wydanie” „Robotnika”


W r. 1895 tak się stosunki w Zagłębiu rozwinęły, że nie wystarczał już „Robotnik” [nielegalny organ prasowy Polskiej Partii Socjalistycznej].

W tym roku też zrobiono w Zagłębiu drugie wydanie nr 7 „Robotnika”. Odbyło się to w Zawierciu i w następujących okolicznościach:

Robociarzom zawierciańskim tak się rozrosły stosunki, że zabrakło im nadesłanego nr 7 „Robotnika”. Wtedy jeden z robotników T.A.Z., tow. Michał Stefański wpadł na myśl odbicia go na litograficznych walcach, służących do drukowania chustek, perkali itp. i rzeczywiście udało mu się w ten sposób z jednego egzemplarza odlitografować 20 egz. a tak udatnie, że podobno z trudem udawało się poznać, że to litografowane a nie drukowane. Jakaś jednak kanalia doniosła o tym. Natychmiast zjechał rotmistrz żandarmów na śledztwo, zrobiono rewizję, lecz nic nie znaleziono. Zaaresztowano tylko robotnika Aleksandra Karasińskiego, u którego znaleziono broszurę majową.

Badany w sprawie odbijania „Robotnika” Stefański wytłumaczył się w ten sposób, że 1 sierpnia przyszedł do fabryki i w kieszeni swego surduta, pozostawionego w warsztacie, znalazł zwiniętą gazetę, zapakował w nią przyniesiony z domu chleb, a po zjedzeniu chleba, chcąc ją wygładzić, położył między wałkami maszyny. Po wyjęciu gazety zauważył, że na wałku odbiły się litery. Zaciekawiony tym, położył na wałek arkusz czystego papieru i okazało się, że odbiła się na nim cała stronica, a robotnik Antoni Ludwig również dla próby odbił jeszcze raz tę stronicę.

Żandarm odjechał w przekonaniu, że był to fałszywy „donos”. /.../

Strajk powszechny [w 1905 r.]


W Zawierciu również strajk powszechny. Zawierciański Komitet Robotniczy PPS wydał następującą, dość „serdeczną”, odezwę:

„Towarzysze i Towarzyszki!
Podczas kiedy my wytężamy swe siły przeciwko uciskowi carskiemu i kapitalistycznemu, różni ludzie złej woli będą chcieli skorzystać z sytuacji i wyzyskać ją dla swych niegodnych celów.
1)    Uważamy więc za obowiązek uprzedzić, że schwytani na kradzieży i gwałcie prywatnej własności tak chrześcijańskiej jak i żydowskiej będą przez nas ukarani doraźnie.
2)    Pijanym sypać się będzie po 20 kijów i odprowadzać do domów.
3)    Wszczynających między sobą bójki też spotka kara.
4)    O spokoju, godności i stanowczości pamiętajmy, kochani towarzysze, bo tylko wtedy nasze żądania będą urzeczywistnione”.

Dalej idzie spis tych żądań.
W całym Zagłębiu groza strajku powszechnego objawiła się w całym majestacie, napełniając przerażeniem burżuazję i władzę carską. Na ulicach tysiące robotników, a oczy błyszczą jak gwiazdy, na ustach uśmiech wesoły, a w sercach poczucie siły i mocy spiętej klamrą braterskiej solidarności. /.../

W Zawierciu również odbywały się wielkie zgromadzenia, a przemówienia mówców zgromadzeni przyjmowali okrzykami: „Niech żyje niepodległość!”, „Precz z najazdem!” itp.
Z Zawiercia organizacja wysłała 50 robotników do Poręby, gdzie ci zatrzymali fabrykę; drugą delegację 6 lutego wysłano do Myszkowa i tu robotnicy zaraz zastrajkowali. /.../

Zawiercie


Organizacja zawierciańska od samego założenia była bardzo ruchliwa, a robotnicy brali wybitny udział w ruchu.

Komitet, który od 1905 r. kierował wystąpieniami robotników, akcjami rewolucyjnymi i oddziaływał na okoliczne wsie, stanowili: Welcel Stanisław, Zieliński Bolesław, Kluszczyński Wacław, Sziber Roman, Lejman Leon, Kluczewski Kazimierz, Różalski, Koźmian Maciej i Szmidt.

Organizacja bojowa [PPS]


Organizacja bojowa w Zawierciu powstała z tzw. Samoobrony Robotniczej, organizacji powstałej samorzutnie zaraz po 1904 roku, a mającej na celu obronę robotników i robotnic przed majstrami, którzy robotników traktowali jak ekonomi pańszczyźniani, a robotnice, młode nieraz dziewczęta, zmuszali do posłuszeństwa dla siebie.

Z tej to „Samoobrony” powstała pierwsza „piątka” bojowa, do której weszli: Zieliński B., St. Szmigiel, St. Łukasik, Wł. Klin i M. Skowroński.

Wkrótce powstały tu trzy „szóstki” i pierwszym czynem bojówki była sławna w całej Polsce bitwa z kozakami i policją pod fabryką Huldczyńskiego. Oto pewnego dnia 1905 r. zjawili się żandarmi w fabryce i chcieli zaaresztować członka PPS – Dziedzica Michała. Robotnicy nie dopuścili do aresztowania i groźną postawą zmusili żandarmów do wycofania się z fabryki. Wtedy sprowadzono szwadron kozaków i oddział policji. Ale bojowcy już się też zmobilizowali i gdy nadjechali kozacy, dano do nich kilka salw rewolwerowych. Kozacy w popłochu wpadli z końmi na górę roztopionej szlaki z pieców. Jednocześnie uderzono na alarm. Bito w dzwony kościelne, a syreny fabryczne i gwizdki parowozów przez kilkanaście minut pruły powietrze. Kozacy cofnęli się, pozostawiając siedmiu zabitych i wiele koni rannych w rozżarzonej szlace. W parę godzin potem zostało na ulicach aresztowanych kilkunastu robotników, między nimi i bojowiec Leopold Kulik, biorący udział w tej bitwie. Robotnicy i Kulik byli aresztowani i zbici strasznie przez kozaków, którym przewodniczył strażnik Otrębski.

Następnym czynem bojowej organizacji w Zawierciu było zabranie paszportów w gminie Mrzygłód. Wójt, jak również i pisarz bez żadnego oporu wydali bojowcom wszystkie posiadane paszporty. Podobne wyprawy organizacja bojowa urządziła na gminy Włodowice, Poręba i Kromołów.

Wobec prześladowań ze strony moskiewskich siepaczy po pierwszych wystąpieniach został zabity w „krwawą środę” strażnik Kozłow, za którego niewinnie powieszono w Cytadeli w Warszawie Ziernickiego. Na Starym Rynku padł strażnik z Sosnowca, za którym przybył bojowiec z Sosnowca i który go zabił. (Nazwisko strażnika, jak również i bojowca nieznane). Wkrótce padł zabity strażnik Gawłowski, na ulicy Marszałkowskiej, wachmistrz na ulicy Aptecznej i szpicel Pudło; obok fabryki Weitzena dokonano zamachu na patrol kozacki.

Wyprawa na monopole rok 1907


Wybrano do tego jeden dzień, w którym dokonano jednocześnie pogromu monopoli: w Ogrodzieńcu, Porębie i Włodowicach. W Ogrodzieńcu udało się wykonać bez rozlewu krwi, w Porębie po skończonej robocie zjawili się kozacy i w potyczce z bojowcami zabito jednego kozaka, po czym bojówka w należytym porządku powróciła do domu. Natomiast we Włodowicach stało się inaczej. Po rozbiciu monopolu, podczas odwrotu, oddział został zaatakowany przez tłum chłopów. Dowodzący bojówką instruktor Kwapiński Jan, pragnąc uniknąć rozlewu krwi – kazał bojowcom uchodzić, a sam próbował powstrzymać chłopów, tłumacząc im cele walki rewolucyjnej, wskutek tego stracił kontakt z oddziałem, zaś chłopstwo podjudzane przez policję i miejscowego karczmarza, rzuciło się na osamotnionego i niemiło¬siernie pobiło, po czym na wpół ży¬wego policja przywiozła do szpi¬tala w Zawierciu.
W wymienionych akcjach brał udział Welcel Stanisław, działacz przedrewolucyjny, organizator i instruktor Organizacji Bojowej; Ku¬lik Leopold, Wróblewski Franci¬szek, Fohtman, zginął w Turhańsku, Pękalski – nie żyje, Dziedzic, Pleban, Bereza, Bazgier, Korzec Stanisław, Czerwik, Malanowski, walcerz z fabryki Huldczyńskiego, Szmigiel, Grabara, Janikowski, Da¬nek, Zieliński Bolesław, Szmigiel Stanisław, Klin Władysław, Łukasik Stanisław, Skowroński Mieczysław, i wielu innych, których nazwiska trudno ustalić.

Stanisław Andrzej Radek

Powyższy tekst to wybrane fragmenty książki Stanisława Andrzeja Radka pt. „Rewolucja w Zagłębiu Dąbrowskim. 1894 – 1905 – 1914”. Książka ukazała się jako wydawnictwo Oddziału Stowarzyszenia Byłych Więźniów Politycznych, Sosnowiec 1929. Opisuje działalność lewicową w tym regionie, szczególnie niepodległościowy nurt socjalizmu w postaci Polskiej Partii Socjalistycznej (później, po rozłamie, PPS – Frakcja Rewolucyjna). Autor książki był aktywnym działaczem tego ugrupowania w Zagłębiu, więc wiele opisywanych zdarzeń zna z własnych obserwacji. Zaletą książki jest to, że w przeciwieństwie do późniejszych wydawnictw, z okresu PRL-u, nie umniejsza roli PPS-u i niepodległościowego nurtu socjalizmu. Z książki wybrano wszystkie większe fragmenty poświęcone Zawierciu, pomijając jedynie drobne wzmianki. Poprawiono pisownię wedle obecnych reguł, wybrany fragment opatrzono nowym tytułem (śródtytuły zachowano oryginalne).

Opracowanie całości:
Remigiusz Okraska

Logo PPS od 1919r, fot. wikipedia

|   Do góry   |   Strona główna   |

Centrum Inicjatyw Lokalnychwww.cil.org.pl

Newsletter

ALPANET - Polskie Systemy Internetowe