Dawne Zawiercie w fotografiach i opowiadaniach

Stefan Stefański

Pan Prus i inni, czyli opisanie Zawiercia

Strona główna » Opowiadania » Pan Prus i inni, czyli opisanie Zawiercia

Może opis wsi Zawiercie poczyniony przez Bolesława Prusa (jego tekst zamieściliśmy tutaj: www.dawne-zawiercie.pl/boleslaw_prus_o_zawierciu_1877) nie jest opisem najstarszym, ale jest w miarę pełnym, jeżeli chodzi koloryt miejsca i problemy, jakie są w nim poruszone – również społeczne. Tak wcześniejsze, jak i późniejsze opisy wsi Zawiercie, osady od 1910 r., a wreszcie od 1915 r. miasta, skupiają się na tych, które opisał felietonista „Kuriera Warszawskiego”.

Wjeżdżając do wsi Zawiercie od strony Częstochowy, mijając Małe Zawiercie i przejeżdżając przez Zawiercie Duże, jadąc dalej do o wiorstę odległego Zawiercia Kromołowskiego z dworcem drogi żelaznej warszawsko-wiedeńskiej, nie musiał wiedzieć, że Zawiercie jak „Galia est omnis divisi in partes tres”, ani o dodatkowych zawiłościach administracyjno-granicznych przynależnych temu miejscu, z którymi tu się borykano, a jak za „Dziennikiem Łódzkim’ podawał „Tydzień” (piotrkowski) 5(17)01.1886 r., że „Zawiercie należące do dwóch guberni, piotrkowskiej i kieleckiej, było jednym z najniedogodniejszych miejsc w Królestwie Polskim, gdyż nikt nigdy nie wiedział, w którym znajduje się powiecie – i tym sposobem, w kwestiach sądowych, gminnych lub powiatowych, zwykle zachodziły nieporozumienia. Od trzech miesięcy przyłączono całą gminę Kromołów do guberni piotrkowskiej i tym sposobem usunięto wszelkie niedogodności”.

O tych przypadłościach administracyjnych Prus nie musiał wiedzieć i do którego Zawiercia się udawał też było dla niego mało istotne. Wcześniejszy opis miejsca w tonacji „dziennika z podróży”, w stylu romantycznym pochodzi z tegoż samego „Kuriera Warszawskiego z 1.12.1847 r. Jest to relacja z próbnej jazdy „parochodem”, który po raz pierwszy dotarł do stacji Granica (stacja Maczki), a wcześniej „parochod” mijając „miasteczko Mrzygłód odkrywa się powabne położenie wsi Rudniki z grup piętrujących się w oddaleniu skalistych gór zwaliskami Ogrodzieniecki zamku uwieńczonych. Droga żelazna przecinając kilkakrotnie potoki Wartę zasilające, dochodzi następnie do osady fabrycznej Zawiercie, położonej o milę poniżej miasta Kromołowa, gdzie rzeka ta ma swój początek. W Zawierciu droga ostatni raz przecina rzekę Wartę i opuszcza już takową, aby następnie przedrzeć przez pasmo gór, którymi natura obdziela dwie najznaczniejsze kraju naszego rzeki, to jest Wisłę i Wartę”.

Zawiercie w tym opisie ma już rangę osady fabrycznej, lecz widocznie nic tu szczególnego nie było poza Wartą i krajobrazem: „osada fabryczna Zawiercie nie jest ciekawym pod żadnym względem. Pamiątek historycznych żadnych. Miasteczko bardzo nędzne; domy drewniane wpół zapadłe od starości; ulice ciemne, brudne; ludność uboga. Okolica plaska i nużąca oko” („Gazeta Rzemieślnicza” 13.12.1884 r.). Kilka lat później opis Zawiercia zbytnio nie odbiega od wcześniejszego, zapisanego piórem Prusa. Zastanawiam się, czy pan Prus, kiedy wysiadł na dworcu, który już był murowanym i miał dwie poczekalnie dla klasy II i III, też ten dworzec wydał mu się śmieszny i „nie odpowiadał potrzebom podróżnych. W stosunku do rozwijającego się coraz silniej ruchu pasażerskiego, ciasny i niewygodny, dworzec w Zawierciu zbudowany przed trzydziestu laty stał się wprost śmiesznym”. Pewnie panu Prusowi spadłyby okulary z nosa, gdyby uświadomił sobie, że ma pokonać per pedes „błotnistą wiorstę” od dworca do fabryki. Może dałby zarobić dorożkarzowi, bo „Przedostanie się od stacji kolejowej do fabryk, oddalonych przeszło wiorstę, zwłaszcza w czasie niepogody, przedstawia u nas niemało trudności. Wehikuły – raczej wozy odrapane i wstrętne – biorą od 70 do 50 kopiejek za kurs w tę lub w ową stronę, a i to jeszcze bardzo rzadko dostać je można, a dwie lub trzy porządne dorożki zrobiłyby niezawodny interes” („Tydzień” 8(20)06.1897 r.).

Suchą noga można było dotrzeć w Zawierciu i to nie wszędzie, dopiero w 1885 roku w sierpniu. Jak donosił „Tydzień”: „Zawiercie doczekało się trotuarów z kamienia, a zawdzięcza tę nowość p. naczelnikowi powiatu. Pożądanym by jeszcze było, aby sfery właściwe zwróciły uwagę na cuchnące podwórka, zatruwające płuca kilkutysięcznej rzeszy robotników fabrycznych, z których połowa prawie stanowi młodzież do lat szesnastu”. Na brukowane ulice Zawiercie musiało czekać jeszcze pięć lat. Brukowania podjęła się firma „Jan Buchner i Jan Mecner, deklarując po 7 rb. 44 kop. za sążeń kwadratowy bruku granitowego (…) zakupiono też w Zawierciu sześć morgów gruntu pod cmentarz miejscowy. Okazję tę wyzyskał właściciel z Kromołowa Haberman, i kazał sobie zapłacić po tysiąc rubli za morgę. Cmentarz już wymierzono i okopcono” („Tydzień” 12/29.07 1900r.). „Dotąd ukończono roboty brukarskie na dwóch najbłotnistszych (sic!) ulicach, na Kościelnej i Kupieckiej. Wybrukowanie pierwszej z nich kosztowało 13.000 rubli” („Tydzień” 19.08(1.09)1901 r.). Gdyby pan Aleksander wziął doróżkę, mógłby trafić na takich furmanów-dorożkarzy, jak Hamel Śniadek i Haskiel Genidzberg, którzy „pałając do siebie od dawna nienawiścią, spotkali się przed dworcem kolejowym i wszczęli kłótnię, która zakończyła się bójką tak zażartą, że Śniadek ugodził nożem swego przeciwnika. Raniony, padł bez zmysłów. Przeniesiono go do szpitala fabrycznego, gdzie lekarz miejscowy udzielił mu pierwszej pomocy. Rana zadana została w okolicy serca i jest bardzo niebezpieczną. Śniadka uwięziono” („Tydzień”, Piotrków 5(17)02.1895 r.). Można skwitować: ostra konkurencja.

Jadąc do fabryki – być może ulicą Kościelną – dostrzegł, że twarze ludności „osady” Zawiercie „z wyjątkiem czerstwych i pyzatych dzieci (do dziesiątego roku), są chorowite i blade. Sądzę, że wielu z nich umiera na suchoty; jest to los robotników tkackich. Respiratory przynajmniej niektórych mogłyby uratować od trawiącej choroby; na nieszczęście lud respiratorów (pochłaniaczy) używać nie chce. (…) szczególnie kobiety. Okoliczność tę pesymista przypisałby może przesądom, choć powód jej leży zapewnie w świergotliwości płci nadobnej, która lubi dużo mówić, wie, że jest miłą, gdy dużo mówi, i za nic w świecie nie użyje środków, które by w czymkolwiek krępowały jej zresztą tak niewinną specjalność!” („Kurier Warszawski” 18.07.1877 r.). Tygodnik polityczny „Prawda” z dn. 7.06.1884 r. opisując położenie ludności w osadzie Zawiercie pisze: „Wyzysk i nieludzkie obchodzenie się z robotnikami doszły tam do tego stopnia, że wywołały wreszcie wmieszanie się władzy, która nakazała śledztwo. Poprzednio już jednak o nadużyciach miejscowej administracji krążyły głuche wieści”; doszły nawet do „centralnego zarządu fabryk „Zawiercia”, rezydującego w Warszawie, który wysłał na miejsce swojego delegata. „Sumienny ten człowiek zdobył się na odwagę przedstawienia prawdziwego obrazu rzeczy: widocznie jednak zarząd nadużycia wykazane przezeń uważał za rzecz zwykłą, kiedy ze swej strony nie przedsięwziął żadnych kroków do ich usunięcia”.

Przypatrzmy się, więc bliżej tym „normalnym warunkom” położenia ludności robotniczej: „W małych izdebkach sypia na zgniłej podłodze nawet bez garstki słomy, którą się daje na podściółkę bydlęciu, 15 do 20 istot ludzkich. Przez dziury w podłodze robią wycieczki szczury i zjadają chleb, schowany pod ławą. Mężczyźni, kobiety i dzieci nocują razem; zdarzało się nieraz, że robotnicy gwałcili dwunasto- lub trzynastoletnie dziewczęta, a kobiety małych chłopców, którzy w 20 roku życia wyglądają jak starcy. Delegat, który wiele lat spędził w ubogiej fabrycznej miejscowości powiada, że nigdzie nie widział ludności tak upośledzonej fizycznie, tak zepsutej moralnie”. Do 1905 roku sytuacja zbytnio nie zmieniła się: „Tak jak kiedyś ksiądz Kirchner odkrył Bałuty w Łodzi, ukazując zdumionemu ogółowi wstrętne widowisko wewnętrznego życia tych nędzarzy, mijanych obojętnie na ulicach, tak można by naliczyć setki takich obrazków, w maleńkim w porównaniu z Łodzią Zawierciu. Mieszkań malutkich, niziutkich, wilgotnych, w których sypia po 18 osób różnej płci i wieku w jednej stancji, mieszkań, ciemnych, brudnych, zatęchłych, w których się gnieździ wszelkie zło, jakie tylko może istnieć na ziemi – naliczyć można dziesiątki, jeżeli nie setki. Szkarlatyna, malaria, tyfus i suchoty, grasują tam niepodzielnie; bakterie ich przyczajają się tylko chwilowo, aby ciągle nowe sobie wyszukiwać ofiary i porwać bez oporu, bo rzadko tam zachodzi lekarz do tych siedzib nędzy i zbrodni; a i wiedza jego staje się bezsilna wobec warunków higienicznych, jakie tam panują wszechwładnie. W mrokach wiecznie zalegających te nory-mieszkania spotkać można każdą z plag dręczących ludzkość, każdą jej ohydę!” („Tydzień” 15.02.1905 r.).

Jaśniej zrobiło się w Zawierciu dopiero w 1907 r., kiedy „zaprowadzone zostały w osadzie pożyteczne innowacje, projektowane zaś jest jeszcze oświetlenie ulic lampami naftowymi, oraz skrapianie ulic podczas lata”. A co do moralności to wiadomym jest, że w Zawierciu i niemoralne domy też egzystowały i miały się nienajgorzej. O jednym takim wesołym bajzelku dla wybranych wspomina w niedawno wydanej książce „Mieszkam za darmo w każdym z was” Bogdan Dworak. „Goniec Częstochowski” w sierpniu 1908 r. pisze tak: „W okolicy ul. Kościelnej znajduje się dom, w którym dzieją się rzeczy, o których nie śniło się naszym filozofom. Śmiech i wesołości panują tu niepodzielnie, zaraza demoralizacji zapuściła głęboko korzenie. Opowiadają, że w domu tym znajdują przytułek szumowiny miejskie i bawią się świetnie. Oburza to tutejszych mieszkańców, którzy pragną gorąco, aby w Zawierciu wcale takich domów nie było”. I nieco niżej odnotowuje: „Plagą Zawiercia są szynki potajemne, gnieżdżące się po domach prywatnych. W szynkach tych rozpijają się ludziska, tracąc pieniądze i zdrowie. Miejsc tych zgnilizny moralnej i fizycznej powinna unikać nasza młodzież, starsi zaś tępić bezwzględnie”.

Bolesław Prus dostrzegł obok fabryki braci Ginsbergów „jakąś bezimienną rzeczułkę i niewielką sadzawkę”. Sądzę, że ta bezimienna rzeczułka, to rzeka z hymnu państwowego Warta, a sadzawki to stawy wykopane przez Mameloka, wcześniejszego właściciela fabryki bawełnianej, których to woda gromadzona w nich służyła do napędu kola, następnie maszyn w fabryce. Staw, stawy, prusowska „sadzawka”, to utrapienie Zawiercian do lat sześćdziesiątych XX wieku. Zakisła woda w stawach aromatyzowała powietrze i sama Warta także, do niej to spływały obficie ścieki przemysłowe. W 1884 roku w listopadzie tak „stały prenumerator” pisał przejęty stanem sanitarnym wsi: „Aby do wywożenia nieczystości używano wozów hermetycznie zamkniętych, na wzór warszawskich, a nie takich, w jakich obecnie są one przewożone; wozy te bowiem przechodząc ciągle w porze dziennej główną i zaludnioną ulicą, oblane z zewnątrz nieczystością, rozlewając takową po całej ulicy, zanieczyszczają powietrze do tego stopnia, iż w porze dziennej, ani okna otworzyć, ani na ulicy pokazać się nie można. (…) Aby dół, do którego te nieczystości zlewają był o wiorstę poza Zawierciem położony; obecnie bowiem jest on umieszczony w samym Zawierciu, przy głównej ulicy, o kilkadziesiąt kroków od domów mieszkalnych, (…) i aby nieczystości wywożono w porze nocnej (…). Aby ulice były opatrzone w rynsztoki, którymi by mogły odpływać ścieki. Obecne Zawiercie nie ma ani brukowanych ulic, ani rynsztoków, i podwórza są zbyt małe lub wcale ich nie ma, przez co nieczystości wylewane są na ulicę” („Goniec Częstochowski” 31.11.1913 r.).

Wydaje mi się, że Bolesław Prus, zobaczył niezbyt zachęcający obraz miejsca zamieszkałego przez zawiercian. A w „Lalce” śladu o Zawierciu brak, chyba że ten fragment, ale i w nim bezpośredniego odniesienia do Zawiercia nie ma. Wokulski przez Zawiercie nie przejechał, wysiadł w Skierniewicach, no może drugi raz przejechał do Dąbrowy, gdzie go ponoć widziano. Rzecki w „Pamiętniku Starego Subiekta” w 1879 odnotował „Również w październiku umarł hr. Józef Zamoyski. Myślę nawet, że jego śmierć w niejednej sprawie pokrzyżowała plany Stachowi” (B. Prus „Lalka” Tom II, s 272. Wrocław 1991). Józef Zamoyski był biznesmenem w wielkim stylu, prezesował Towarzystwu Kredytowemu Ziemskiemu, był Dyrektorem Resursy Kupieckiej itd., itd., oraz Prezesował Radzie Nadzorczej w fabryce wyrobów bawełnianych w Zawierciu – to chyba tyle związków Prusa z Zawierciem.


Jerzy A. Maciążek
 

|   Do góry   |   Strona główna   |

Centrum Inicjatyw Lokalnychwww.cil.org.pl

Newsletter

ALPANET - Polskie Systemy Internetowe